Zaskakującym faktem, jest wpływ faz Księżyca na moje samopoczucie. Czasem mam wrażenie, że ta biała kula patrzy na mnie i zwyczajnie nie pozwala mi zasnąć. Sprzyja rozyśaniom na tematy, o których człowiek na co dzień nie myśli, o których po prostu nie pamięta. Są to rzeczy ukryte na dnie naszych serc, w zakamarkach naszych umysłów.
Sytuacje, które nas najbardziej bolały.
Człowiek leży początkowo z zamkniętymi oczami, normalnie, na wznak.
Potem zaczyna się napływ kadrów z przeszłości do naszej głowy, przewija się to jak kiepski film, nie dając wytchnienia. Po czasie już masz skwaśniałą minę i pytasz, dlaczego właściwie muszę o tym myśleć. Przecież wstaję do pracy/szkoły/gdziekolwiek muszę przecież odpocząć.
Nie, on Ci na to nie pozwoli.
Potem już czujesz znajomą kluskę w gardle i zaczynają napływać łzy.
I człowiek zawsze usprawiedliwia wszystko i wszystkich nawet przed samym sobą.
I jest tylko coraz gorzej, wstajesz bo już stan osiągnał najwyższy poziom. Idziesz do okna i widzisz Go jak łypie na Ciebie tym wielkim, białym okiem i masz wrażenie, że sarkastycznie się z Ciebie śmieje mówiąć : " no dzisiaj nie pośpisz". Papieros daje wytchnienie, chłód mrozu owiewa Ci twarz i masz wrażenie, że już jest lepiej,
Zamykasz okno i nie wiesz, czy trzęsiesz się z zimna, czy z nerwów.
Kiedy masz wrażenie, że nikt nigdzie Cie nie rozumie. Że nie ma takiej osoby na świecie, która byłaby w stanie wejść w Twoje buty i poczuć ten ból.
Ból i zawód, kiedy patrzysz na sytuację i po prostu czujesz bezsilność.
Człowiek zawsze sobie poradzi, jakakolwiek by to nie była sytuacja, ile razy poczujesz rozczarowanie i zawód. Pomimo oczu pełnych łez i tak nadejdzie nowy dzień.
Nikt się nie zatrzyma, nikt nie złapie Cie za ręke pytając co właściwie Ci dolega.
Ba, nawet gdyby zapytał przecież powiesz, że wszystko jest wspaniale.