środa, 4 lutego 2015

Pełnia nie pozwala spać.

Zaskakującym faktem, jest wpływ faz Księżyca na moje samopoczucie. Czasem mam wrażenie, że ta biała kula patrzy na mnie i zwyczajnie nie pozwala mi zasnąć. Sprzyja rozyśaniom na tematy, o których człowiek na co dzień nie myśli, o których po prostu nie pamięta. Są to rzeczy ukryte na dnie naszych serc, w zakamarkach naszych umysłów.
Sytuacje, które nas najbardziej bolały.

Człowiek leży początkowo z zamkniętymi oczami, normalnie, na wznak.
Potem zaczyna się napływ kadrów z przeszłości do naszej głowy, przewija się to jak kiepski film, nie dając wytchnienia. Po czasie już masz skwaśniałą minę i pytasz, dlaczego właściwie muszę o tym myśleć. Przecież wstaję do pracy/szkoły/gdziekolwiek muszę przecież odpocząć.
Nie, on Ci na to nie pozwoli.
Potem już czujesz znajomą kluskę w gardle i zaczynają napływać łzy.
I człowiek zawsze usprawiedliwia wszystko i wszystkich nawet przed samym sobą.

I jest tylko coraz gorzej, wstajesz bo już stan osiągnał najwyższy poziom. Idziesz do okna i widzisz Go jak łypie na Ciebie tym wielkim, białym okiem i masz wrażenie, że sarkastycznie się z Ciebie śmieje mówiąć : " no dzisiaj nie pośpisz". Papieros daje wytchnienie, chłód mrozu owiewa Ci twarz i masz wrażenie, że już jest lepiej,
Zamykasz okno i nie wiesz, czy trzęsiesz się z zimna, czy z nerwów.

Kiedy masz wrażenie, że nikt nigdzie Cie nie rozumie. Że nie ma takiej osoby na świecie, która byłaby w stanie wejść w Twoje buty i poczuć ten ból.
Ból i zawód, kiedy patrzysz na sytuację i po prostu czujesz bezsilność.

Człowiek zawsze sobie poradzi, jakakolwiek by to nie była sytuacja, ile razy poczujesz rozczarowanie i zawód. Pomimo oczu pełnych łez i tak nadejdzie nowy dzień.
Nikt się nie zatrzyma, nikt nie złapie Cie za ręke pytając co właściwie Ci dolega.

Ba, nawet gdyby zapytał przecież powiesz, że wszystko jest wspaniale.



poniedziałek, 26 stycznia 2015

Bezsilność to nasz wymysł.

Strumień gorącego powietrza, którym celował we mnie, chyba najbardziej namacalnie dał mi odczuć co czuje i co ma mi do zaoferowania.
Bowiem nikt nigdy nie suszył mi głowy suszarką. I to z własnej woli, zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Tak wielkie, że siedziałam z głupim uśmiechem przyklejonym do twarzy i zamknęłam oczy wpadając w błogostan. Dbał by nie suszyć zbyt długo jednego miejsca, by mnie nie poparzyć, trzymał grzywkę by nie wwiała mi się w oczy.
Kiedyś robiło na mnie wrażenie, kiedy facet puścił mnie pierwszą w drzwiach, otworzenie drzwi do auta było równe z cudem a pomoc w założeniu płaszcza o mało nie groził omdleniem. Ale to stało się zwykłe, normalne. Codziennie powtarzane jak mantra, kiedy nawet przy płaszczu wyciągał mi spod kołnierza włosy. Podziwiałam to, ale to nie było dla mnie szokiem. Kultura, szacunek do mojej kobiecości.
Ale kiedy umyłam głowę i powiedziałam, że idę wysuszyć, on po prostu wstał i powiedział "no to chodźmy" i sam podłączył suszarkę i kazał mi usiąść..
Chyba w tej chwili umarłam.

Następnym razem po rytualnym suszeniu wziął szczotkę w dłoń i zaczął szczotkować moje włosy najdelikatniejszymi ruchami na świecie.
Też nie byłam na to gotowa, więc poraz kolejny prawie zemdlałam.
Wyczesał je, odsunął się na pół metra i skwitował "kochanie, masz piękne włosy"
To wybudziło mnie z mojego cudownego świata. Jak moje poszopiałe, wypłowiałe, sianowate włosy moją być piękne?!
I to jeszcze wyczesane prosto po suszeniu, wiecie na pewno jak to wygląda.
Ale nie odezwałam się słowem.

Tak reagowałam na każdy komplement. Milczałam uśmiechając się, bądź czasem dodałam krótkie "dziękuję"
- jesteś piękna
- dziękuję
- jesteś wspaniała
-dziękuję
- masz świetne ciało
- dziękuję

Chociaż za każdym razem miałam milion argumentów, by powiedzieć, NIE, nie jestem. Milczałam.
Pomimo upływu czasu zawsze starałam się dziękować. Byłam zaryczana, według niego byłam piękna. Przecież na chłopski rozum to niemożliwe. Ale on widział mnie inaczej.

I widział mnie tak, jak zawsze chciałam być postrzegana przez osobę, którą kocham.
Czy był to pełny makijaż i nienaganna fryzura, czy jego koszulka i twarz trzy minuty po przebudzeniu - byłam piękna.
Jedyne co- nie wolno było spinać włosów.
Wtedy sam, na początku delikatnym ruchem ściągał mi gumkę z włosów, potem, po czasie robił to ruchem silnym, dominującym. Jak grożący palec - ukażę cię, jeśli będziesz to robić.
A więc potulnie spinałam włosy tylko i wyłącznie do gotowania.

Przy nim stałam się tak spokojna, tak wyluzowana i bezpieczna, że zaczęłam w końcu być i czuć się kobietą. Pozwalać sobie na "kochanie, nie umiem tego zrobić", "kochanie, proszę zrób to bo nie mam tyle siły". Mogłam być pewna siebie i żyć w spokoju, że ja jestem tą słabszą, a on silnym, który trzyma mnie w pionie. Mogłam pozwolić sobie na osłabnięcie, na opuszczenie gardy i po prostu bycie słabiutką kobietką.

Nawet jeśli zrobiłam, czy powiedziałam coś głupiego, uśmiechał się i przytulał mnie. I nie śmiał się ze mnie, nie widziałam w tym wyższości. Po prostu uważał, że to słodkie.
I nie czułam się źle. Nie czułam się źle sama ze sobą.
Nie musiałam codziennie udowadniać, że jestem mądra, silna, niezależna etc.
Mogłam być sobą.
On to wiedział. Wiedział to wszystko, nie musiałam nic udowadniać.

Moje życie odkąd go posiadam stało się pasmem sukcesów. Przede wszystkim w sferze zawodowej, a potem prywatnej.
Nauczyłam się asertywności, braku przymusu i szczerego wyrażenia mojego zdania.
To mi pomogło w pięciu się na szczyt.

Ile może zdziałać jeden ciepły strumień powietrza... :)

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

#11

Ile rzeczy zmienia się w ludzkim życiu niepostrzeżenie...
Jak cudownym uczuciem okazuje się SPOKÓJ..
Wewnętrzny, niczym niezmącony spokój, który odczuwasz codziennie po przebudzeniu, codziennie podczas zasypiania, przy każdym wdechu, każdym wydechu, każdym zaciągnięciu się papierosem.
Każde mrugnięcie szczęśliwym okiem, które nie płacze już od dawna, które chce każdego dnia od nowa uczuć się uczuć.

Bo może i nie jest łatwo, codziennie walczę z demonami przeszłości, które tak, czy owak mają bezpośredni wpływ na moje życie. Ale przeszłość trzeba szanować, wyciągać z niej wnioski, wychodzić z założenia, że każdy upadek twarzą prosto w błoto, kolanami o ziemię, uczy nas pokory, w końcu, tak naprawde niebylibyśmy w tym miejscu tu i teraz, gdyby nie nasza przeszłość.

Bo naszym życiem rządzi przeszłość i przypadek. Dwa magiczne P.
Byłam tam przypadkiem, a wcale nie chciałam tam być.
A byłam.
I to zmieniło całe moje życie.

A niby to jest tak, że z sercem jest jak ze stłuczoną szklanką. Można ją posklejać, ale i tak już nie będzie tą samą, gładką i lśniąca powierzchnią, po której z przyjemnością przejedziesz opuszkiem, z której chętnie napijesz się gorącej zielonej herbaty w tak chłodny wieczór, jak dziś. A serce chyba posiada zdolność samoregeneracji, albo po prostu ciągle chce być kochane i kochać. Pomimo wszystkich noży wbitych prosto w jego środek, Ty dalej masz tą siłę, dalej odczuwasz tą potrzebę. Dalej chcesz kochać.

Wybacz, może trochę się boję. Ale każdy się boi, bo ryzyko zawsze przynosi troche strachu. Wszyscy ryzykujemy darząc kogoś kredytem zaufania. Często ponosimy koszta, płacimy odsetki. Ale nic się nie zmienia, dalej brniesz w to.
Wierząc, że tym razem ktoś na prawdę pokochał Cię za Twój niezwykły charakter, za blask w oku, za dobroć.
Nie za ładną buzię, nie za figurę, którą odzyskałaś przez przebyty stres i cierpienie, kiedy Twoim przyjacielem były papierosy i woda.
Nie za dobrą minę do złej gry.
Za to, że jesteś.

Codziennie szukam swojego wewnętrznego spokoju, staram się brać wdech i lecieć do przodu, być wszystkim, być jak ROLEX na Twoim nadgarstku, które oprócz tego, że ładnie wygląda, jest też przydatne.





piątek, 4 lipca 2014

#10


`W szpilkach, w mini, 
w dłoni z balonikiem i do tego przebrana za mini mouse.
Wlejemy trochę wina w nas,
Później może wóda, martini, sprite
Do tego lód i parę cytryn ta i 
Nikt nigdy za to nie może winić nas,
Poza tym nikt nie widzi nas,
Zasłoniłem okna dla chillu max `


CIĘŻKO BYĆ NIEWINNYM MI, GDY TAK SIEDZISZ OBOK I PATRZĘ NA CIEBIE.

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

Najgrosze w rozstaniach może być tylko jedno - pustka. 
Aczkolwiek można traktować ją z przymróżeniem oka, nazywając ogromem wolnego czasu, którego na początku nie bardzo mamy pomysł zagospodarować. Ale wtedy dopiero dostrzegasz jak bardzo zakompleksiłaś się w jakiś tam własnych półświatkach, odcinając się od żywych istot. 
Ale żywe istoty mają do ciebie tyle cierpliwości, by znaleźć czas w swym napiętym grafiku.

Bo kłamałam. 
Umiem być szczęśliwa.
Może to złe stwierdzenie. 
Umiem się cieszyć tym, co się dzieje. 


* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

Uwielbiam, gdy witryna drży. 
Jak będę mieć w końcu hajs to zrobię w volvo takie car audio, że alarmy będą się włączać. 

Włosy stawać dęba.

środa, 25 czerwca 2014

# 9

nie wezmę więcej, niż mi dasz.
w moich oczach ogień płonie, chcę go Tobie dać.

Tego czasu zawsze jest za mało, nieważne ile uderzeń serc nam pozostało.

Zaopiekuj się mną, nawet kiedy powodów brak.



Nie oczekuje od życia niczego.
Poza jednym.

Zachłysnąć się szczęściem.
A już jestem blisko ; )



poniedziałek, 16 czerwca 2014

#7

Fikcja.

Przy każdym spojrzeniu mam wrażenie, że zaraz gdzieś obok nas pieprznie piorun. Takie iskry...

Być może to tylko moje fanaberie.
Być może ; )

Nawet jeśli tak, to dobrze, że jest chociaż na chwilę.